Co jeść i pić -czyli pożywienie rowerzysty.

Z punktu widzenia turysty rowerowego nie ma większego znaczenia, co pijemy i jemy tak na prawdę, nie jest to trening, nie trzeba stosować żadnych diet. W przypadku treningu dieta powinna być dostosowana do indywidualnych potrzeb i określenie konkretnej diety jest już zależne od zbyt wielu czynników. Nie polecałbym jednak potraw tłustych, czy słodkich. Oczywiście zawsze powinniśmy się odżywiać zdrowo i dostarczać organizmowi dużo płynów, warto więc czasem przemyśleć co pić i jeść.

Najważniejsze są przede wszystkim płyny, szczególnie gdy poruszamy się w czasie wysokiej temperatury. Różne firmy dwoją się i troją by jak najbardziej zachęcać do używania swoich produktów, że na wysiłek fizyczny najlepsze są napoje energetyczne, izotoniczne -no i oczywiście niewielka butelka, a kosztuje więcej niż inny napój w dużej. Spróbuję trochę przybliżyć ten temat, zdradzając co nieco o tajemniczo zwanych napojach:
- Hipotoniczne to napoje, które mają przede wszystkim nawadniać, ale nie dostarczają one zbyt wielu elektrolitów (jak i innych składników odżywczych). Do takich napojów mogą być zaliczone wody mineralne, rozcieńczone soki owocowe i warzywne -są bardzo dobre na krótkich dystansach, przy mniej intensywnych ćwiczeniach.
- Hipertoniczne to napoje w pewnym sensie przeciwne hipotonicznym, czyli dające sporo składników odżywczych, ale kiepsko nawadniające. Takie napoje bywają mylone z napojami energetycznymi, nie są one też zbyt dobre w czasie długotrwałego wysiłku przez to, że zbyt słabo nawadniają. Do takich napojów mogą być zaliczone głównie gęste soki owocowe i warzywne.
- Izotoniczne to napój mający na celu jak najlepiej nawadniać i dostarczać witamin, soli mineralnych. Pewną kontrowersję może budzić, czy aby na pewno gotowe napoje spełniają swoją rolę -nie jest to takie pewne. Gotowe izotoniki przeważnie zawierają jakieś mało zdrowe E dodatki czyli barwniki, konserwanty, przeciwutleniacze, substancje stabilizujące. Niekiedy zamiast nazwy np. E211 jest benzoesan sodu -niektóre firmy wolą stosować dłuższe nazwy, szczególnie że część ludzi zwraca głównie uwagę, czy nie ma czasem jakiegoś E dodatku w składzie, jednak mniejszą co tak na prawdę w danym produkcie się znajduje.
Najczęstszy przepis na zrobienie izotoniku to po prostu do wody dodać trochę soku z cytryny i soli -osobiście nie przekonuje mnie taki, gdyż jakoś nie jestem za napojami z cytryną.
- Energetyczne to napoje z dodatkiem kofeiny, które mają pobudzać. Tak na prawdę nie wiele się różnią one od np. Coca-coli, Pepsi -takie napoje zawierają przede wszystkim kofeinę i cukry. Napoje energetycznie nie są najzdrowsze, pobudzają poprzez m.in. podnoszenie ciśnienia krwi, wydzielanie adrenaliny. Nie dostarczamy naszemu organizmowi na dłuższą metę niczego potrzebnego, mogą być zastępstwem kawy. Jednak w czasie aktywności fizycznej spożywanie takich napojów nie jest najlepszym pomysłem, gdyż już i tak serce ciężej pracuje podczas wysiłku, a taki napój jeszcze mocniej podkręca serce do wzmożonej pracy.
- Alkoholowe są możliwie najgorszym napojem do picia w drodze, gdyż alkohol m.in. zaburza percepcję. W dużym słońcu dostaniemy szybciej udaru, a gdy jest chłodniej jeszcze szybciej stracimy ciepło -daje tylko złudzenie rozgrzania, organizm ciężej pracuje by pozbyć się toksyn z organizmu, przez co łatwiej się odwodnić.

Sprawa jak widać nie jest taka oczywista jakie napoje wybrać. Proponuję szczególnie skupić się na napojach  izotonicznych, hipotonicznych, czy hipertonicznych. Osobiście uważam, że najlepsze mimo wszystko są napoje hipotoniczne, szczególnie jeśli zrobimy co jakiś czas postój, aby przekąsić coś odżywczego. Potem napoje izotoniczne i hipertoniczne -oczywiście te robione samemu powinny być zdrowsze.


Natomiast jeśli chodzi o jedzenie to właściwie wszystko zależy od nas samych, oczywiście najlepiej jeśli to będą potrawy, produkty zdrowe i zapewniające zróżnicowane wartości odżywcze. Osobiście radziłbym jednak przed wycieczką jeść coś bardziej sprawdzonego, co jest zdrowe i po czym czujemy się dobrze. Mam na myśli, że lepiej unikać jakiś potraw mogących skończyć się rozstrojeniem żołądka. W drodze nie zawsze jest możliwość skorzystania z toalety i trzeba się z tym liczyć. Przed samą wycieczką, jak i w jej trakcie proponuję również nie obżerać się, przez pełen żołądek człowiek czuje się bardziej ociężały i tym samym szybciej się męczy. Najlepsze więc przed wycieczką będą jakieś lekkie potrawy, poddane obróbce termicznej.    
Na drogę polecałbym najbardziej jakieś batony musli, przepisów na ich zrobienie można znaleźć mnóstwo na różnych stronach. Osobiście trochę z tymi batonami eksperymentowałem i mam swój sprawdzony przepis: Wsypujemy do większej salaterki, ewentualnie niewielkiej miseczki, czy głębokiego talerza najróżniejsze nasiona, płatki owsiane, płatki kukurydziane, orzechy, migdały, suszone owoce, skórki pomarańczy itp. rzeczy, wszystko co nam odpowiada tego typu (zalecam wcześniej sprawdzić, czy na któryś ze składników nie mamy uczulenia), następnie możemy dać nieco mleka by to wszystko nasączyć, a także płynnego miodu troszkę by osłodzić (jeśli ten stwardniał, można wsadzić słoiczek z miodem do garnuszka z wodą i trochę podgrzać by miód stał się płynny) -wszystko dokładnie mieszamy i jeśli dodaliśmy mleko chwilkę czekamy od czasu do czasu mieszając by wsiąkło we wszystkie składniki. Proporcje najlepiej dostosować do swoich potrzeb, smaku, polecałbym jednak dać więcej suszonych owoców np. rodzynek by całość była bardziej miękka. Następnie wbijamy w zależności od ilości -jajko, dwa lub więcej tak by całość stała się lekko klejąca (osobiście wystarcza mi jedno, góra dwa jajka). W tym przypadku jako łącznik posłuży właśnie jajko, niektórzy używają mleka skondensowanego (nie próbowałem), czy miodu (trzeba go użyć sporo przez co całość jest bardzo słodka, a potem nie trzeba piec, można ewentualnie schłodzić by miód stężał) -myślę że jajko jest lepsze, pożywniejsze i nie tak słodkie. Następnie całą masę rozkładamy na blacie do pieczenia, ewentualnie płaskim talerzu by zrobić nie za grubą około centymetrową i równą warstwę, najlepiej też nie za szeroką gdyż środek będzie więcej czasu potrzebował, a brzegi mogą się przypalić -można zrobić kawałek przerwy na blacie by do tego nie doszło, bądź podzielić na kilka etapów. Następnie podgrzewamy najlepiej w piekarniku, gdy zacznie się jajko scalać można przewrócić w celu lepszego upieczenia. Gdy już jajko się całe zetnie wyjmujemy i gdy trochę ostygnie można podzielić na paski wielkości batonów ;) Całość wychodzi dosyć twarda niestety, dlatego wcześniej była informacja, by dodać więcej owoców, a także nasączyć wszystko mlekiem. Takie batony można zrobić sobie dzień wcześniej, a przechowywane w chłodzie mogą trochę poleżeć. Tego typu batony, acz mniej zdrowe i słodsze można kupić (należy pamiętać iż po słodkim chce się bardziej pić), poza tym niewielkie i w sumie nie takie tanie. Zatem ilość wad jest dosyć spora i stąd powstał pomysł by robić je sobie samemu, a także się tu podzielić informacją na ten temat -mam nadzieję, ze komuś się to przyda.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Porady i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>